9.13.2014

7 Karteczka

Spojrzałam na swoją kuzynkę i zaczęłam się zastanawiać czy ona kiedykolwiek była sobą.
Liv, wyglądała na zagubioną, lecz zarazem szczęśliwą. Andreasowi, nic nie jest, Maja, jest pod wpływem hipnozy, a moja ciotka pewnie, jest szpiegiem. Liv, podbiegła do nieprzytomnego Andreasa, który lekko zwisał ze ściany, ponieważ, gdy był przytomny opierał się o podłogę na czubkach palców... pewnie teraz bolą go nogi. Oparłam się o framugę i czekałam na odpowiedź, kiedy uświadomiłam sobie, coś co mi umknęło. Mattiasa, tu nie ma, a łowcy, to nie ludzie, ale małe stworzenia!
Na ramieniu poczułam dużą ciepłą dłoń, przestraszyłam się i uderzyłam tą osobę na oślep... co ja wyprawiam?
- Nie musiałaś od razu mnie bić - mruknął Matti, rozmasowując szczękę. - Pozbywamy się tego natręctwa?
Zgodziłam się z  nim kiwnięciem głowy, chociaż wystarczyłoby tylko jedno moje spojrzenie, które mówiło same za siebie.
- Matti, poszukaj miejsca przetrzymujące substancję. Venatores, także mógł dostać się do ciała.
Te malutkie stworzenia są o nas zazdrosne. Pierworotni mieszkańcy Nihil, są potężnymi Otherami, którzy mogą przeżyć tysiące lat nie umierając lub odradzając się. Została z nas tylko garstka.
- Znalazłem. - Głos Mattiasa wybudził mnie z przemyśleń. - Jest za uchem, wygląda na to, że zagnieździł się tam także Venatores.
Spojrzałam w oczy Mattiasa, które lsnily tak pięknym blaskiem, że przypominały rozgwieżdżone niebo. Kocham te oczy, ich spojrzenie, którym mnie obdarzają. Zostanę sama jeśli on ją znajdzie... nie powinnam o tym teraz myśleć. Muszę pomoc kuzynce. Tylko, co jeśli przez przypadek coś się jej stanie?
- Matti, dasz rade wyciągnąć substancję? - spytałam niepewnie. Ja sama pewnie bym coś zepsuła albo sama bym się dostała pod wpływ Venatores. Mattias patrzył niepewnym wzrokiem na mnie i nie odpowiedział. Musiał się zastanowić czy podoła temu zadaniu. Byłam coraz bardziej zdenerwowana. Liv, zajęła się Andreasem, nie opatrzyła go, ale świata poza nim teraz nie widzi.
Żywioł Mattiasa, to woda! Da radę. Zaczęłam go dokadnie obserwować. Kucnął przy Maji, delikatnie podniósł jej głowę i położył sobie na kolano.
Gdy zamknął oczy, by móc się skoncentrować zaczęłam się zastanawiać czy Nihil naprawdę wiąże ze sobą dwie osoby. Chcę go dla siebie.
,,Naprawdę?" - usłyszałam głos Noxa. Przez chwile poczułam się jakby ktoś mnie spoliczkował. Nox, zawsze był przy mnie, to ja wyjechałam. Nie zdążyłam mu podziękować za wszystko. On był moim jedynym przyjacielem, gdy zostałam sama. To on się mną najczęściej opiekował.
,,Sama nie wiem." - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
Sykniecie Mattiasa, powiedziało mi, że przez przypadek dotknął substancji.
- Wszystko w porządku? - zapytała zaniepokojona Liv.
Mattias się nie odezwał, spojrzałam na niego przerażona, jeśli ta istota go opanuje będzie mogła korzystać z: jego głosu, spojrzenia, zdolności i zachowania; Mój najlepszy przyjaciel zaczął ciężko oddychać i zrobił się czerwony z wysiłku.
- W jak najlepszym - wydyszał.
Nawet nie wiem, kiedy moje nogi, nie mogły mnie już dłużej unieść, miałam wrażenie, że są z waty. Wystarczyła jedna sekunda i już siedziałam na podłodze z poobijaną kością ogonową. Nie wiem czy mogę mu teraz zaufać. Ta myśl przerażała mnie jeszcze bardziej niż jego śmierć. Nie mogłabym stanąć z nim do walki. Zaczęłam drżeć.
- Sol, spokojnie. Nigdzie się nie wybieram - powiedział delikatnie przy okazji mnie obejmując. Nie mogłam oddać uścisku. Nie wiem czy mogę mu teraz zaufać. Czy to naprawdę on? Venatores nie ma dostępu do jego wspomnień!
- Jeśli to ty powiedz mi jak się zaprzyjaźniliśmy.
- To było w lesie nad wodospadem.
Mattias! To on! Łzy same zaczęły płynąć po moich policzkach. Objęłam go, a on zaczął mnie delikatnie głaskać po włosach. Poczułam się jak dziecko. Tak bardzo mi tego brakowało.
- Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła! - czułam, że mówię prawdę. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Chciałam, by był sobą, żeby żył! Nawet jeśli byłam daleko, to żył. Tylko to się liczy.
Wszystko będzie dobrze! Kogo chcę oszukać... przecież i tak wszystko się zepsuje. Wszystko pewnie będzie moją winą.
- Nie zamierzam Cię zostawiać. Chociażbym miał z martwych wstać czy się odrodzić wrócę do ciebie, nawet gdyby ktoś miałby mnie opanować.
- Czy oni w końcu zauważyli, że bez siebie są jak niebo i ziemia? - mruknęła Liv, do Andreasa.
Niebo nie może dotknąć ziemi, a ziemia nie może dotknąć nieba smutne, ale prawdziwe.
Czuję, że muszę dać mu odejść. Zatrzymuję go dla siebie. Nie było mnie długo, więc się nie zdziwię jeśli Nihil już mu kogoś podarował. Zamknęłam oczy w zamiarem nie otwierania ich, ale nagle zrobiło się jasno. Uchyliłam lekko powieki i zauważyłam, że razem z Mattiasem lekko się unosimy i świecimy. Delikatny błękitny kolor mieszał się ze szmaragdem. Światło zaczęło unosić się do góry i malutkie kuleczki światła zaczęły się oddzielać, gdy już nie było światła dwu kolorowe światełka spadły na nas, jak spadające gwiazdy. Spojrzałam głęboko w niebieskie tęczówki Mattiasa. Nasze twarze zaczęły się zbliżać, a wargi, się złączyły w delikatnym pocałunku, lecz czar prysł, gdy przypomniałam sobie o Maji.
Mattias, spojrzał w jej oczy i powiedział:
- Wyjdź.
Na początku nie wiedziałam, o co chodzi, ale tak jak chciał stworzenie wyszło z ukrycia, ukłonił się Mattiasowi, a ja zaczęłam myśleć, że śnię.
- Panie, czy życzysz sobie czegoś? - zapytał leśny Venator. Adrenalina, którą poczułam w krwiobiegu obezwładniła mnie. Świat zakręcił się wokół mnie czekając na ciąg dalszy okrutnej prawdy.
- Powiedz ojcu, że nie wrócę dopóki nie skończę szkoły i wypełnię swojego zadania. Czemu zostaliśmy zaatakowani Ireni?
- Pan chciał abyś nie zapomniał swojego pochodzenia. - Nie rozumiem co tu się dzieje. Czy Mattias jest mieszanką Othera i Ventores? Dlaczego nigdy mi o tym nie powiedział? Nie ufa mi? - Bardzo dobrze wybrałeś Paniczu. Dziewczyna jest silniejsza od ciebie, a to niesłychane. Jej ród został przeklęty jak widzę. Interesujące.
- Mógłbyś przekazać wiadomość ojcu?
- Oczywiście - kładnia się.
- Nie chcę nikogo poślubić jeśli to nie Sol. Możesz już odejśc i powiedzieć, że gdy będzie gotowy przejmę koronę.
- Jak panicz uważa.
- Możesz odejść.
Gdy stworzenia znika nie wiem co myśleć o tej całej sytuacji. Powinnam się martwić może mu zaufać i w niego nie wątpić tak jak zawsze robiłam? Sama nie wiem. Mam mętlik w głownie. Nie pamiętam kiedy ostatni raz tyle nad czymś rozmyślałam. Przyglądam się Mattiasowi i jego poczynaniom. Substancja z Maji wypływa powoli z jakąś dzwiną gracją, której nigdy nie zrozumiem, a Mattias ją wchłania jakby nie była niczym. Dla mnie byłby to jad, piekłoby strasznie i dostałabym wysypki, potem byłoby tylko gorzej. Odwracam się do Liv, która trzyma głowę Andreasa na kolanach i przytrzymuję ją rękoma by go trochę uzdrowić.
- Wszystko w porządku? - pytam zaniepokojona jego zdrowiem.
- Nic mi nie jest, ale martwię się o Andreasa.
- Pewnie jak ktoś go zbada, wszystko będzie w porządku. - Słowa wuja mnie zaskoczyły. Nie mogłam w nie uwierzyć.
Kiedy on wrócił? Wszystko idzie nie tak. Liv powinna opowiadać jakieś ciekawostki, a Andreas za nią siedzieć i ją obejmować, śmiać się z tego, co opowie i delikatnie muskać ustami jej czoło w wyrazie troski.
Coś się zepsuło, a ta myśl nie chciała ze mnie spłynąć.
- Chyba o czymś zapomnieliście - usłyszałam glos wuja. - Pojutrze zaczyna się szkoła - pstryknął palcami i wszystko było na swoim miejscu. - Zabiorę Andreasa, do znachorki, a wy idźcie spać.
Mattias, zaniósł Maję, do jej pokoju, a ja z Liv, poszłyśmy po wodę do kuchni. Nadal była lekko roztrzęsiona, ale po chwili się uspokoiła. Gdy wróciłyśmy do pokoju Mattias, już tam był. Cała nasza trójka zdecydowała spać w jednym łóżku, a ja miałam być po środku. Było mi trochę niezręcznie, ale po usłyszeniu ich miarowych oddechów uspokoiłam się nieco, lecz nie mogłam pozbyć się wrażenia, że wszystko, co się dzieje powinno być snem.
To dopiero początek.

Od Autorki: Hejo, dawno mnie tu nie było. Przepraszam bardzo za błędy, ale pisałam na telefonie. Mam nadzieję, że spodoba się wam rozdział.


8.13.2014

6 Karteczcka

Gdy usłyszałam głos Liv od razu wybudziłam się z transu. Mattias, wydawał się być zaniepokojony.  Zaczął kręcić się w miejscu czekając spokojnie na ciąg dalszy.
- Liv, spokojnie. Co się stało? - zapytałam
- Andreas... Ktoś go zaatakował! - zaczęła płakać, a ja wybiegłam z pomieszczenia.
Skręcałam cały czas w korytarze prowadzące do mojego pokoju. Coś mi tu śmierdziało. Przecież wokół domu jest bariera wykrywająca.
Zrozpaczona nie chciałam, żeby dni, które z nimi przeżyłam poszły w niepamięć. Wiem, że jestem samolubna myśląc tak. Na każdego przychodzi swój czas, ale nie każdy może się z tym pogodzić. Już niedaleko. Pobiegłam dalej, gdzie sądziłam, że jest mój pokój i co się stało? Pomyliłam korytarze! Szybko chciałam wrócić, ale zderzyłam się ze ścianą. Złapałam się za bolące czoło i syknęłam. Usiadłam na podłodze, a przed sobą zauważyłam Liv, która przybiegła za mną rozgląda się szukając mnie swoim wzrokiem, który nie mógł mnie dosięgnąć. Położyłam ręce na ścianie. Chcę być już w swoim pokoju, chcę pomóc Andreasowi nie mogę ich tak zostawić! Moje ręce przeszły przez ścianę, ale nie byłam w korytarzu, w którym zniknęłam. Znajdowałam się w swoim pokoju, gdzie przyuważyłam mojego przyjaciela z dzieciństwa. Jednak się nie zmieniłam, nadal uważam, że pięknie wygląda przykuty do ściany, ale teraz nie powinnam o tym myśleć. Przed nim stała zakapturzona postać. To kobieta. Mocny zapach jej perfum pewnie obezwładnia mężczyzn w jej objęciach bo nie da się oddychać. Powinnam przestać sobie żartować karcę samą siebie. Czas działać. 
- Przyzywam Cię Duchu Ziemi! Byś splątał tą któraś grzeszna! Tę która zbrodnie przed mymi oczami czyni! 
W zasadzie, to się prawie nie różnymi od czarownic, ale my nie jesteśmy plamieni przez ciemność czyniąc zło, a nasze oczy i krew przyciąga wszystkie istoty, które istnieją. Przypomniał mi się zmierzch i ta ich mieniąca się w blasku słońca skóra, cóż z naszą tak czasem jest, ale wtedy oznacza, to, iż potomek jest potężny i wtedy może trafić do zakonu. 
Wynurzając swój umysł z przemyślan zauważyłam, że grube liany zawinęły się wokół postaci w płaszczu.  Podchodzę żwawym krokiem do mojej kochanej roślinki, którą mi się udało przywołać i pogłaskałam ją pieszczotliwie. Związałam moją zdobycz i zwróciłam się do swojej roślinki: 
- Dobrze się spisałaś, a teraz możesz już znikać do siebie. 
Rośliny są bardzo czułe, ale nie można ich ranić wtedy jest się przez nie niezbyt lubianym. 
- Czego tu szukasz łowco? - ostatnie słowo wymówiłam jakby było jadem w moich ustach. 
Ściągnęłam za jej kaptur i kogo zobaczyłam? To Maja. Jej oczy były puste... bez źrenic tak jakby ktoś narzucił jej swoje czyny. Jeśli łowcy naprawdę wrócili, to znaczy, że... to koniec spokojnych dni, a zaczyna się walka o przetrwanie.
 °°°°°°
Krótki ten rozdział, ale nie mam pomysłu, co napisać dalej. Na razie. Skupiłam się za bardzo na opowiadaniu, które piszę na doc, to trochę smutne. Mam nadzieję, że szybko wrócą mi pomysły.
Do następnej notki.

3.04.2014

5 Karteczka

Usiadłam powoli na łóżku. Sięgnęłam ręką na podłogę, by ponieść poduszki. Ułożyłam je pomiędzy mną, a Mattiasem.
- Działo się tutaj coś ciekawego? - zapytałam ciekawa.
- Gdy Cię nie było, było spokojnie. Jak zawsze - mruknął - Pojawiła się tylko sekta.
- Tylko? -zapytałam rozbawiona - Jaka? - Nie powiem, że mnie to nie interesuje, bo aż za bardzo. 
- Łowcy - odpowiedział niby to spokojnie, ale zaciśnięta krtań zdradziła jak bardzo jest zaniepokojony. Przypomniałam sobie o moim pochodzeniu i pewnie nie tylko ja. 
Dreszcz przeszedł mi przez plecy, skończył się  na prawym ramieniu nie wróżąc nic dobrego. 
- Ktoś ich tu sprowadził. Prawda? - Chciałam się upewnić.
- Jeśli tak było, to ta osoba zadała sobie dużo trudu, żeby to zataić.
Czułam się dziwnie. Jakbym była postacią jakieś opowieści. Tak nierealnie. W Nihil miałam dziwne uczucia i przeczucia. Ale to pewnie przez moje pochodzenie.
Przygryzłam paznokieć kciuka. Odchyliłam się do tyłu i szukając plecami oparcia, odchylałam się coraz bardziej. Mattias, chciał chwycić mnie za rękę. Spojrzałam na niego nic nie rozumiejącym spojrzeniem. Obróciłam głowę w lewo i zobaczyłam drewniane oparcie łóżka, spojrzałam za siebie. Jeśli o coś się opierałam, bo tak właśnie odczuwałam, to. To nie była zwykła ściana tylko stworzony prze ze mnie niewidzialny mur.
Spojrzałam, na serdeczny palec. Moja pieczęć wydawała się wić i delikatnie drgać. Moje zdolności zostały odpieczętowane przez prądy Nihil! Zapomniałam o niej! 
Teraz wreszcie mogłam spojrzeć na oczy Mattiasa, jako, ktoś więcej niż człowiek. Na te oczy, które zachwyciły mnie swoim blaskiem. Spojrzałam, na serdeczny palec Mattiasa, jego pieczęć zachowywała się tak samo.
Pieczęcie ukazywały nasze poziomy, które wskazywały teraz na 8.
Splotłam razem nasze palce obu dłoni. Poczułam w tamtym miejscu przyjemne mrowienie ciepła, które zaczęło rozchodzić się po całym ciele. Przymrużyłam powieki rozkoszując się przyjemnym uczuciem spokoju. Otoczyło nas delikatna biała poświata, a nasze umysły wydawały się stać jednym. Dzięki naszej więzi widzieliśmy nasze wspomnienia. Nie czuliśmy, za to naszych emocji. To było zabronione. Gdybyśmy złamali zasady starszyzna zapewne, by się dowiedziała. Było zabronione, ponieważ ludzie zaczęli mordować z miłości. Trójkąt bermudzki pogłębiał uczucia swoją niesamowitą mocą. Każdy człowiek tutaj posiadał swoje prądy, swoją elektryczność. Gdy pojawiała się osoba z tymi samymi prądami elektryczność przyciągała ich do siebie i pogłębiała uczucia do siebie, jednak, gdy pojawiała się osoba trzecia uczucia zaczynały się chwiać i jedna z osób została przyciągana do osoby trzeciej. Ja z Mattiasem nie mieliśmy tych samych prądów, ale ciągnął nas do siebie nasz osobisty blask. Wspomnienia Mattiasa zalały cały mój umysł, straciłam ostrożność. Widziałam wszystko, co przeżył, ale to było dziwne. Nie mogłam wyczuć jego emocji, ale pojawiły się moje własne. Świat z jego puntu widzenia wydawał się taki inny.
Usłyszałam trzaśnięci drzwi. Nasze połączenie zostało zerwane, a poziom 9 osiągnięty i zapieczętowany. Nie mogłam korzystać bez powodu mocy. Nie chciałam jej i nigdy nie zapragnę. Nic mi nie przywróci, to, co już straciłam.
Spojrzałam zamglonym wzrokiem na fioletowe tęczówki. Osoba wydawała się trząść.
- Andreas...
°°°°°°
Ten rozdział także nie wyszedł mi specjalnie długi. Cóż nie mam czasu na pisanie. Czy na cokolwiek innego. Mam nadzieję, jednak, iż spodoba się wam rozdział. Przepraszam za błędy. Nie miałam ochoty ani siły ich sprawdzać. Boli mnie głowa i mam paskudny humor. Do następnej notki! 

2.19.2014

4 Karteczka

Napięłam wszystkie mięśnie i złapałam za rękaw Mattiasa. Czułam się okropnie. Zerknęłam na rozjarzone tęczówki Liv. Spojrzałam mu błagalnie w oczy. Nie wiem, ile jej powie, ale mam nadzieję, iż niewiele. Poczułam uścisk w żołądku. Nie cierpię kłamać... Nie lubię też jak ktoś robi to za mnie, więc ścisnęłam za ramie Mattiasa, żeby nic nie mówił. Zawsze tak robiłam i rozumiał, więc tym razem zrobił krop w tył i złapał mnie za nadgarstek. Złapałam za jego palce i lekko uścisnęłam. Zawsze pomagało mi trzymanie coś w rękach. Otworzyłam usta, ale gardło ścisnęło mi się ze zdenerwowania.
- Mogę wpuścić was jutro do szklarni, ale tylko raz. - Nie mogłam uwierzyć, że powiedziałam to na samym początku.
Poderwała się z miejsca i mnie uścisnęła.
- To nie moja zasługa - mruknęłam - To wszystko zależało od Nox'a. Nie będę Ci mówić kim jest.
Miałam nadzieję, że powiedziałam to jasno i wyraźnie bez żadnych zawikłań, które musiałabym tłumaczyć kilkoma sposobami.Pokiwała szybko głową i położyła się z powrotem do łóżka. W tych egipskich ciemnościach, jako światło było wyłączone po omacku doszłam do szafy. Wyciągnęłam piżamę i chciałam wrócić do Mattiasa, kiedy niefortunnie coś kopnęłam. Ta rzecz poturlała się szybko po podłodze. Kiedy tak odbijało się od podłogi usłyszałam chlap, chlap. To był bardzo nieprzyjemny dźwięk. Coś mi to przypomniało.Brzmiało jak balon z wodą. Bałam się zapalać światło. Nieszczęście goni mnie od dziecka, więc teraz nie chciałam wiedzieć po prostu, co to jest.
- Sol? Czy wszystko w porządku.
Stałam w bez ruchu. Co powiedzieć? Skłamać? Udawać, że nic nie usłyszałam, że nie kopnęłam nic po drodze powrotnej? Nie, nie mogłam.
- Mmattias... Kkkopnęłam coś. Zzzapal światło - miałam wrażenie, że zaraz zacznę histeryzować.
Ścisnęłam mocniej ubrania, które trzymałam w ręku.Światło rozbłysło powoli w pokoju. Spojrzałam w miejsce, gdzie zatrzymała się owa rzecz.W moją twarz wpatrywały się czerwone ślepia. Chciałam krzyknąć, ale ktoś zakrył mi usta dłonią. Za sobą poczułam uspokajające ciepło. Do oczu napłynęły mi łzy.
- Ktoś na nas poluje - szepnął mi Nox.
Wiedziałam, że to on. Zawsze, gdy byłam na Nihil zjawiał się, kiedy działo się coś złego.Spojrzałam na Liv. Spała jak kamień. Przecież dopiero co się położyła, jak ona to robi? Może nie ma zmartwień?Odwróciłam się do Noxa, położyłam głowę na jego ramieniu. Chciałam płakać, ale nie mogłam. Ostatni raz płakałam na pogrzebie rodziców.Spojrzałam w strony owej rzeczy, która wydawała się być głową. Była jeszcze przez chwilę i zamieniła się w popiół.
- Wiesz może, kto to zrobił? - zapytał Mattias.
Jego serce wydawało się być czyste pomimo tylu kłamstw, ile za mnie wypowiedział. Jakby nigdy nie zrobił nic złego. Odsunęłam się od Nox'a i uśmiechnęła krzywo.
- Nic mi o tym nie wiadomo - powiedział poważnie Nox - Pamiętaj Sol ja Cię nigdy nie zdradzę.
Uścisnęłam jego dłoń. Wiedział. On wiedział o moich wcześniejszych wcieleniach i o wszystkich tych, którzy zostawiali mnie samą z ciężarem moich przodków.Nox, wyskoczył przez okno, a jego płaszcz zafalował za, nim.Nie czułam się nawet smutno, kiedy byłam sama. Było mi wygodnie. Cisza wydawała się być ukojeniem, a szum wody pełen życia. Właśnie tak. Zawsze słyszałam wodę. Nie ważne jak daleko była słyszałam jak płynie, delikatne kropelki, które wpadały do dużego zbiornika, topniejący lud czy rwąca rzeka. Uwielbiałam te dźwięki. Zapach słońca zachęcał mnie do wychodzenia samej z domu. Teraz chciałam poczuć się beztrosto jak w tamtych momentach. W pokoju gościnnym położyłam się razem z Mattiasem, miałam z, nim dużo do pogadania. Nie miałabym czasu zrobić to w dzień, a on sam też nie miałby za dużo czasu albo nie byłoby kiedy. W końcu był małomówny przy innych. Otworzyliśmy się przed sobą, gdy nasze oczy się spotkały po raz pierwszy.
Poszłam nad rzekę do lasu. Siedziałam na przewalonym pniu nad wodospadem. Nikt, by nie poparł takiego zachowania jak moje. W końcu to było niebezpieczne. Woda obmywała moje stopy, a ja siedziałam, mimo to bez ruchu jak posąg. Czułam spokój zwierząt, które skubały sobie trawę i inne rośliny.Niedaleko zobaczyłam niską postać, która szła w moim kierunku, a po chwili zaczęła biec. To był Mattias. Rozpoznałam go po jego wiecznie roztrzepanych włosach.Zeszłam na twardą ziemię, a on podszedł do mnie. Nasze tęczówki świeciły się delikatnym blaskiem dla zwykłych ludzi niewidocznym lekko czerwonym odcieniem.Chwyciłam jego dłoń i pociągnęłam na pień. Zdjął przedtem buty i po chwili siedział ze mną mocząc nogi w rwącej wodzie. Nie mówiliśmy nic. Jakby ta cisza miała mówić za nas
°°°°°°
Rozdział jest krótki, ale mam nadzieję, że przypadnie do gustu! Następnyma razem postaram się żeby był dłuższy, lecz nic nie obiecuję.  

12.31.2013

3 Karteczka

Po wyjściu na ciemną ulicę zaczęłam biec. Skręcałam w uliczki, które ledwo pamiętałam i w końcu musiałam się zgubić... dlaczego. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam las. Wiedziona ciekawością weszłam pomiędzy drzewa znikając w mroku. W końcu krążyłam bez celu. Chyba się zgubiłam. Znowu. Nie ja już na początku straciłam orientację. Usiadłam na przewalonym pniu, a wokół siebie usłyszałam jak nocne stworzenia przebiegają niedaleko mnie. Słyszałam zawodzące piski i kwilenia. Nie podobało mi się to. W końcu zobaczyłam niby to postać ludzką, ale była za bardzo zgarbiona i zniekształcona. Tak na początku myślałam. Okazało się, że to dusza tej osoby jest pogrążona w mroku i nienawiści. Wstałam i zasłoniłam sobie nos i usta chusteczką. Właśnie, kiedy uświadomiłam sobie, że ludzie zawsze kłamią? Sama już nie pamiętam. Może to było w tamten dzień?
- Sol, pamiętaj, że cię kochamy - powiedziała mama, gdy złapała mnie za ramiona.
Patrzyłam na rodziców z pustym wzrokiem utkwionym w ich uśmiechnięte twarze. Wtedy nie wiedziałam jaka byłam szczęśliwa mając ich dla siebie. Podała mi owiniętą w materiał księgę. 
- Zaopiekuj się nią dobrze - mruknął ojciec. 
Wiedziałam, że niedługo już nigdy ich nie zobaczę, ale wtedy nie rozumiałam tego... 
- Wrócimy. Czekaj na nas Sol.
Nie wrócili. Nigdy. Czekałam na nich, a oni się nie pokazali. Wiedziałam. Z głębi serca wiedziałam, że nie wrócą, ale miałam taką cichą nadzieję iż się mylę. 
Łamanie gałęzi wybudziło mnie z rozmyślań. Przede mną stał jakiś chłopak. Uśmiechał się kpiąco.
- Hmmm. Proszę, proszę. Mam tu wspaniały okaz zdrowej nastolatki. Jaki smaczny kąsek.
Śmierdział potwornie. Zatkałam nos palcami, a drugą ręką usta. Nie miałam ochoty wąchać jego brudnego nieumytego ciała.
- Złudne szczęście - mruknęłam.
- Zamknij się!
- Prawda cię boli? - spojrzałam mu w oczy.
- Co ty możesz o tym wiedzieć?
- Widzę prawdę. Nie uciekam od niej - usiadłam.
Chłopak spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Więc jaka jest prawda?
- Sam się dowiedz. Czy nie po to zostaliśmy stworzeni? Aby cierpieć i zaznać szczęścia? Znajdź prawdę.
Poczułam silne uderzenie serca. Nie, nie teraz. Zgięłam się w pół z bólu. Zagryzłam policzki żeby nie krzyczeć. Nie wzięłam lekarstwa. Pomiędzy moimi zębami zaczęła płynąć krew. Zaczęłam głęboko oddychać. Po chwili rytm mojego serca się uspokoił, a niedaleko słychać było czyjeś kroki.
Nastolatek wystraszony cofnął się i uciekł.
- Nox. Dawno... się nie widzieliśmy - powiedziałam ciężko oddychając.
Wziął mnie na ręce.
- Urosłaś. Miałaś przyjść - powiedział z wyrzutem.
- Zgubiłam się. Przepraszam.
Spojrzałam na jego twarz. Jego czerwone oczy jarzyły się jasno jak zawsze. Były pełne życia. Dlaczego? Dlaczego moje zmatowiały? Znowu zaczynam być samolubna.
- No cóż. Chyba nigdy nie będziesz posiadała daru orientacji.
Uderzyłam go pięścią w klate.
- No weź.
Nie mogłam nabrać powietrza. Co jest ze mną dzisiaj nie tak?!
Zaczęłam spazmatycznie kaszleć, żeby nabrać chociaż odrobinę powietrza w płuca. Ale to nic nie dawało. Gdybym wzięła lekarstwo.
Zaczęłam panikować przez, co coraz ciężej było mi się uspokoić.
- Sol! Spokojnie. Położę cię na ziemi.
Tak jak powiedział tak zrobił, lecz ja nie mogłam się ruszyć. Nie wiedziałam na co choruję i czy w ogóle, na coś choruję, ale wiedziałam, że mogę długo nie wytrzymać.
- Połóż ręce nad głowę i odchyl ją do tyłu.
Zrobiłam tak jak kazał o dziwo dałam radę zmienić pozycję. Moja krtań się otworzyła, a ja zaczęłam łykać powietrze jakbym wieki go nie czuła. Zapach mchu mnie uspokoił, a drzewo niedaleko mojej ręki miało chropowatą korę, którą zdarłam sobie przez przypadek skórę.
Na szczęście było to tylko zadrapanie.
Nox odprowadził mnie to wyjścia z lasu najbliżej posiadłości mojej rodziny.
- Muszę wracać.
Spuściłam smutno głowę. Nie chciałam, żeby mnie zostawił. Spojrzałam na jego plecy. Były szerokie. Zawsze takie były. Odkąd pamiętam był ode mnie starszy, ale nie zauważyłam u niego choćby zmarszczki.
- Powinnaś pójść. Wróć do szklarni.
- Mogę... ich przyprowadzić? - powiedziałam niepewnie.
- Tylko ten jeden raz.
Gdy to powiedział znikną pomiędzy drzewami, a mrok szczelnie go otulił zasłaniając całą jego postać.
Ruszyłam do domu. Szurałam butami po chodniku, ale kogo to obchodzi. Mam nadzieję, że nie związali Maji... i nie robią jej przesłuchania. A może ją upili i każą jej mówić co się stało albo dlaczego jest taka miła!
Mimo tych wszystkich myśli szłam nadal wolno. Niech robią co chcą. W tym momencie mój telefon ,,zaburczał''. Wyciągnęłam go z kieszeni spodni i zauważyłam numer Mattiasa.
Odebrałam, przyłożyłam powoli ,,słuchawkę'' do ucha.
- Gdzie ty do cholery jesteś! - wydarł się na mnie ciemnowłosy.
- Idę do domu - mruknęłam niezadowolona.
- Nie było cię 3 godziny! Wracaj szybciej! Martwimy się o ciebie.
Jak zawsze stanowczy. Przyśpieszyłam i po jakichś 3 minutach byłam przed domem.
Weszłam do chaty i zdjęłam buty. Pognałam do pokoju, a tam siedział Mattias. Wszyscy zdążyli zasnąć.
- Nie powiedziałeś im prawda? - szepnęłam, kiedy patrzyłam na lekarstwo, które leżało na stoliku nocnym.
- Nie. Widziałaś się z Noxem?
Kiwnęłam potakująco głową. On jedyny o nim wiedział. Tylko jego mogłam zawsze wpuszczać do szklarni.
- Kim jest... Nox?...
°°°°°°
Wesołego nowego roku. No aby wszystkie wasze marzenia się spełniły. 

12.26.2013

2 Karteczka

Siedziałam już w wygodnym fotelu w prywatnym samolocie mojego jedynego krewnego. Patrzyłam przez okno patrząc na krajobraz pode mną. Nie mogłam się nadziwić jak to wszystko pięknie wyglądało. Ludzie byli tak mali, że ich nie było widać, a budynki wydawały się być mrówkami. Wstałam, żeby pójść do toalety oczywiście musiała teraz iść stewerdessa, a ja głupia chciałam koło niej przejść. Powinnam jej ustąpić miejsca, a tak wylądowałam na wolnym miejscu z kawą na koszulce. Złapałam szybko za materiał czując nieprzyjemne szczypanie. Czy ja zawsze muszę mieć takiego pecha? Jeszcze wszyscy się dziwią dlaczego jestem pesymistką, a nie optymistką.
- Sol spokojnie - mrukną wujek. - Coś na to poradzimy.
- Ciekawe co? - Miałam szczęście, że jednak nie nałożyłam tej szarej koszulki, którą chciałam na początku założyć.

2 godziny później

- Za jakieś dziesięć minut będziemy lądować - odezwał się wujek.
Siedziałam w samej bluzie, ponieważ zdjęłam bluzkę. Nie chciałam siedzieć z mokrym materiałem na sobie. Mam słabą odporność.
Kiwnęłam głową ze rozumiem, a niedługo potem usłyszałam, że trzeba zapiąć pasy. Wykonałam polecenie dla własnego bezpieczeństwa. Zmęczona podróżą oparłam głową o oparcie.
Niedługo koniec mojej podróży, ale, co to za dziwne uczucie?
Spojrzałam przez okno i zobaczyłam barierę! Więc to dlatego nikt nigdy nie znalazł Nihil. Niesamowite. Błyszczy się wszystkimi odcieniami tęczy.
- Piękny widok prawda? - zapytał wujek.
- Tak. - Dodatkowo kiwnęłam głową. - Szkoda, że sztucznie stworzony.
- Mylisz się.
Odwróciłam twarz w jego stronę. Co chciał przez to powiedzieć?
- To trójkąt bermudzki.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Tutaj pole siłowe jest naturalne z niewyjaśnionych nam przyczyn wszystkie statki, samoloty lub cokolwiek innego spoza tego obszaru jest tutaj wchłaniane tak szybko, jak woda wsiąka w materiał. Nikt jeszcze nie wytłumaczył jak ono się tu pojawiło.
Spojrzałam zafascynowana za okno, ale zobaczyłam tylko budynki. Nawet nie wiem, kiedy wylądowaliśmy.
Wyszliśmy z pokładu. Spojrzałam przed siebie, ale zobaczyłam tylko tą pazerną kobietę i swoją kuzyneczkę. Grrr. Spojrzałam w oczy nastolatce, a ona uciekła spojrzeniem w bok jakby się czegoś bała. Coś musiało się wydarzyć. Coś jest nie tak.
Zmartwiona rzuciłam torbę i nie panując nad sobą chwyciłam za ramiona Maje.
- Co się stało?
Nie panowałam nad sobą. Nawet nie zamierzałam tego robić. Jeśli miałabym się ogarnąć musiałabym przynajmniej wiedzieć co się stało.
- Tak nas witasz? - odezwała się ciotka. - Za grosz nie masz szacunku ani kultury.
Skrzyżowała ręce pod biustem chyba tylko po to, żeby pokazać jaki jest obfity.
- Nie wkurzaj mnie babo. Nie lubiłam cię nigdy. Zabrałaś mi wszystko, na czym mi zależało, więc się zamknij.
Później będę miała czas na poczucie winy teraz muszę wiedzieć, co się dzieję.
- Co się stało? Maja?
Spojrzała na mnie jak wystraszone zwierzątko i tak po prostu przytuliła się do mnie, i zaczęła łkać. Przytuliłam ją, żeby dać jej jakoś wsparcie, ale ona nie mogła przestać płakać. Wtuliła swoją głowę w głębienie mojej szyi i zaczęła szeptać:
- Próbowała mnie sprzedać. - Z jej gardła wyrwał się jęk rozpaczy i bólu.
Co za ohydna kobieta. Nie dość, że pławi się w luksusach to jeszcze chciała sprzedać swoją córkę?! Chyba jednak sumienie pomęczy mnie za rok albo za tysiąc lat.
Jakoś wyswobodziłam się z objęć blondynki i podeszłam do tej okropnej kobiety.
Podniosłam rękę z lekko obgryzionymi paznokciami i zacisnęłam ją w pięść, zamachnęłam się i uderzyłam ją najmocniej jak mogłam.
- Wiedziałam, że Erland nie będzie umiał cię przyzwoicie wychować.
Zaczęłam się śmiać i uderzyłam ją w drugi policzek tym razem z liścia.
- Jesteś okropna.
Odwróciłam się na pięcie i odeszłam.
- Wujku powinieneś ją wyrzucić z domu - zanim się odezwał uprzedziłam go - wiem, że jesteś za dobry, ale albo ty to zrobisz albo ja się jej pozbędę.
Jestem strasznie samolubna. Chyba to moja najgorsza cecha.
Objęłam ramieniem jeszcze szlochającą kuzynkę i zabrałam torbę od wujka. Ruszyłyśmy do mojego samochodu. Nie chciałam go. Bo uważałam, że go nie potrzebuję w końcu mam tylko 16 lat. Lecz, co można się spodziewać od Nihil? Wszystko dozwolone, byle, by tylko był pokój, a może raczej spokój?
Nie ważne. Podjechałam pod średniej wielkości budynek. Wyglądał z zewnątrz na mały budynek, ale to prawdziwy labirynt. Dlaczego muszę zawsze mieszkać w takich domach? Nie wystarczyłby im jakiś mały domek? Ach, no tak przecież te domy stoją tu od stuleci i przechodzą z pokolenia na pokolenie, więc co ja się dziwię?
Weszłam do jak mi się wydawało pustego domu. Służba kręciła się tu i tam, a ja muszę znaleźć pracę. Nie będę żerować na wujku.
- Chodź na górę pogadamy i... zrobimy sobie nockę!
- Piżama party?
- A jak! Tylko zadzwonię jeszcze do Liv.
Gdy Livcia usłyszała, co się stało wybiegła z domu ze spakowaną torbą i potykając się przebiegła ulice nawet dwie i była już u mnie. Wparowałyśmy do mojego pokoju i zadowolone z siebie zaczęłyśmy opowiadać jakieś śmieszne zdarzenia. Liv nie wytrzymała i zadzwoniła do chłopaków. Dowiedziałam się, że nawet ta wiedźma nie powiedziała, im, że przyjeżdżam, a mi wujek zabronił. Teraz siedzieliśmy w piątkę. Zawsze była nas czwórka, ale im więcej tym lepiej. Tylko mam nadzieję, że to nie jest jakiś tam przekręcik tej ,,niewinnej'' blondyneczki.
Liv zaniepokojona szepnęła do mnie:
- Jesteś pewna, że możemy jej zaufać?
Wzruszyłam ramionami. Nie wiedziałam. Nie znam praktycznie tej osoby.
Chłopcy zasiedzieli się do 24 i powiedzieli, że teraz nigdzie nie idą, bo była już w całym mieście godzina policyjna. Osoby po osiemnastce mogły chodzić do klubów, ale nie my, jak na nas mówią młodziki.
- Wiecie... - odezwałam się nieśmiało - muszę coś sprawdzić.
Trójka moich znajomych spojrzała na siebie i uśmiechnęli się do mnie.
- Szklarnia? - zapytał Andreas.
Kiwnęłam potakująco głową.
- Idź, ale się nie zgub.
Zachichotałam. Jak oni dobrze mnie znają. Na dole nałożyłam długi czarny płaszcz z kapturem i już mnie nie było...
°°°°°°
Jest krótko, ale jest. Mam nadzieję, że podobał się wam rozdział. 
Jak widać osobowość Sol jest hmmm nieokiełznana.
Mam nadzieję, że zaskoczę was kolejnymi wydarzeniami ^^. Przecież nie wiecie co mi się ubzdurało w mojej główce.
Do następnej notki no i wesołych.

12.15.2013

1 Karteczka

Obudziłam się po czwartej, ale leżałam jeszcze w łóżku do szóstej. Tak bardzo nie chciało mi się wstawać. Wolałabym sobie jeszcze poleżeć, ale nie było takiej możliwości. Musiałam się spakować i przygotować do podróży. Nawet nie chciałam wiedzieć, gdzie mój wspaniały wuj chce mnie znowu zaciągnąć.
Usiadłam i przeciągnęłam się lekko, wstałam z łóżka. Po drodze do łazienki, która na szczęście była w moim pokoju wzięłam ubrania i czystą bieliznę. Gdy wyszłam odświeżona służący przyszedł zaprowadzić mnie do jadalni. Nie umiałam do niej trafić nawet ze starą mapą tego budynku w rękach.
Szłam powoli korytarzem rozglądając się uważnie po korytarzu. W rękach miałam mapę, ale po czwartym korytarzu, w który skręciłam nie wiedziałam, gdzie jestem. Tutaj korytarz był już inny, ale nie umiałam go opisać. Stara lekko pożółkła tapeta w kwiaty była jeszcze przyklejona do ściany, a stare meble były ręcznie rzeźbione. 
Najważniejsze jest to, że jakoś udało mi się  stamtąd wyjść. Nigdy więcej tam nie trafiłam. Szkoda. Na pewno znalazłabym jeszcze przejście do Narnii w komodzie. Zachichotałam cicho, a Edward spojrzał na mnie dziwnie. Wzruszyłam, po prostu ramionami i w tym momencie fortunnie, a może, jednak nie potknęłam się o swoją własną nogę.
Zaliczyłam piękną glebę na szczęście zasłaniając twarz. Dlaczego znowu mi się to przytrafia. Na pewno jak będę chciała wyjść z samolotu, to znowu o coś się potknę, wyleję albo na kogoś wpadnę i skończy się to katastrofą.
- Wybacz panienko.
- Nic nie szkodzi - powiedziałam, kiedy usiadłam na podłodze.
Bolały mnie kolana i łokcie. Miałam farta, że nie przejechałam się po dywanie i nie poparzyłam takim sposobem kolan lub łokci.
Gdy doszliśmy do jadalni posiłek stał już na długim stole, którego nie lubiłam tak bardzo, jak tego domu. Nie lubiłam tych korytarzy, ścian, drewna, które się tu znajdowało czy nawet wielkiej łazienki w moim pokoju, a ja lubię się długo kapać. Tutaj robię to szybko.
Zaczęłam powoli przeżuwać kawałek naleśnika, nie miałam ochoty nawet cokolwiek jeść. Coś czułam, że szykują się bezsenne noce. Czarne cienie pod moimi oczami pokazywały jak mało spałam, a jeśli zasnęłam to tylko na dwie, trzy godziny. Miałam już po dziurki w nosie mojej bezsenności, nawet środki nasenne były bezskuteczne albo o nich zapominałam lub były za silne i spałam przez kolejny tydzień.
Chciałam żyć, jak zwykła nastolatka,  do wszystkiego dojść powoli, mieć kochających rodziców, których nie mam od małego dziecka. Chciałam mieć dużo znajomych, którzy, by mnie lubili taka jaka jestem, a nie pieniądze mojego wuja.
Moja ciotka razem ze swoją nieznośną córką była w miejscu, którego nie znałam nawet z nazwy, a znałam większość miast i wsi nie mówiąc już o kontynentach czy krajach.
Westchnęłam przeciągle odkładając widelec na talerzyk. Zjadłam pół naleśnika nie miałam już ochoty na więcej, a na stole leżała cała sterta, naleśników na białym talerzu. Zrobiło mi się przykro. Nie chciałam, żeby kucharka myślała, iż mi nie smakowały, ale nic nie mogłam poradzić na to, że nie miałam apetytu.
Znowu ich zobaczę, to wypełniało cały mój umysł. Tylko czy dam radę znowu ich poznać. Telefonowaliśmy do siebie pisaliśmy listy nawet rozmawialiśmy na laptopie. Ale, ledwo poznawałam tych ludzi.
Liv jak zawsze wszystko ciekawiło i pochłaniała wiedzę o wszystkim, co wpadło jej w ręce. Andreas był spokojny i miły jak zawsze, ale coś się w nim zmieniło, a ja nieskutecznie próbowałam dowiedzieć się, co to takiego. Mattias był cichy, jak zawsze, czyli nie odzywał się prawie w ogóle, ale to w nim lubiłam. Był najnormalniejszy z naszej grupki, ale ostatni raz widziałam ich jakieś 10 lat temu. To przykre. Chcę się z nimi powygłupiać już teraz, porozmawiać o wszystkim i o niczym, poczuć się spokojna i wypełniona szczęściem.
Poderwałam się ze swojego miejsca mając dziwne przeczucie, że coś jest nie tak. Krzesło upadło z hukiem na marmurową podłogę z taką siłą, że odpadły mu dwie nogi. Przeszłam nad szczątkami krzesła i jak zahipnotyzowana przeszłam koło Edwarda, nawet na niego nie spojrzawszy, pognałam biegiem przez kręte korytarze. Serce biło mi bardzo szybko, a czas mnie niemiłosiernie naglił. 
Nienawidziłam tego uczucia, ale jeszcze nigdy się nie pomyliłam. 
Zdyszana przystanęłam mając świadomość, że znalazłam się we właściwym miejscu, ale co mnie tu przygnało jakby mnie wszystkie diabły goniły? 
Zaniepokojona rozejrzałam się wokół siebie obracając się dookoła własnej osi. 
Wtedy to zobaczyłam. Czerwone ślepia, które śnią mi się nocami. Cofnęłam się o dwa kroki wpadając na wąską starą komodę. 
- Panienko Sol? Gdzie się panienka podziała? - Nawoływanie każdego służącego czy służącej mieszało się ze sobą. 
Zaczęła boleć mnie niemiłosiernie głowa, chciałam się za nią złapać jedną ręką jakoż przytrzymywałam się drugą, ręką komody. Straciłam równowagę i runęłam na ziemię jak długa. 
Chciałam odkrzyknąć ,,tutaj'', ale nie miałam siły nawet ruszyć palcem jakby ktoś mnie sparaliżował. 
Znalazłam się w jednej chwili w nieciekawej sytuacji, przez swoją bezmyślność, zamknęłam zmęczona oczy i już znalazłam się w świecie morfeusza otulona jego ramionami. 
Byłam w lesie, a prze de mną był wielki zamek. Weszłam do niego powoli i zaczęłam wchodzić po schodach na najwyższe piętro. Były tam chyba dormitoria, ponieważ, gdy weszłam przez jedne z drzwi znalazłam się w pokoju skąpanym w półmroku. Za mną usłyszałam jakiś szmer i, nim zdążyłam się odwrócić poczułam ból głowy, a przed oczami mignęły mi czerwone ślepia. 
Niezadowolona potarłam skronie i podniosłam się z posadzki. Nadal leżałam w tym samym miejscu co przedtem. Usiadłam ostrożnie i podtrzymując się ściany wstałam bardzo powoli. Niedaleko usłyszałam krzyk wujka. 
- Jeszcze jej nie znaleźliście? - jego głos się załamywał, ale nadal miał swoje mocne brzmienie. 
Za głosami skierowałam się w jego stronę. Wydawało mi się, że stawianie jednej stopy przed siebie zajmuje mi parę godzin, a koniec korytarza wydawał się tak bardzo oddalony. Dopiero po chwili zrozumiałam, że to następny korytarz. Jeden z czterech z resztą. W który skręcić? 
Patrzyłam, to w jedną stronę to w drugą, kiedy koło mnie przebiegła pokojówka. Przystanęła na chwilę niepewna i wróciła idąc tyłem. Spojrzała na mnie zszokowana, a ja nie wiedziałam, o co jej chodzi. 
Przytuliła mnie do siebie, a ja nadal stałam bez ruchu, moje ręce opadły wzdłuż tułowia. Nie mogłam się ruszyć. Coś mi tutaj przeszkadzało. 
- Chodź zaprowadzę cię do panicza - powiedziała miękko. 
Kim ona jest? Nigdy jej tu nie widziałam. Była zimna i wydawała się być mokra, ale była raczej sucha. Pachniała słoną wodą. 
Otuliła mnie ramieniem i zaczęła prowadzić przez korytarze. 

12.10.2013

Prolog

Mała dziewczynka stała przy drzwiach do szklarni. Jej wujek był dyrektorem placówki, w której obecnie się znajdowała.
Na dachu była szklarnia, a ona na każdej długiej przerwie chodziła właśnie do niej.
Nie miała przyjaciół, była samotna, czuła się opuszczona.
Raz, gdy stała tak przy drzwiach odwrócona do stopni usłyszała zbliżające się kroki.
W jej stronę szła trójka dzieci na pewno o rok starszych. Gdy zauważyli dziewczynkę zatrzymali się raptem, a ich ożywiona rozmowa się urwała.
Przed siedmiolatką stanęła dziewczynka i wyciągnęła do niej rękę.
- Jestem Liv, a jak ty się nazywasz? - zapytała wyraźnie zaciekawiona.
-Ssol - wyjąkała brunetka.
- To Andreas, a obok niego stoi Mattias - przedstawiła dziewczynka chłopców.
- Hej - Przywitał się Andreas.
Jego oczy były niebieskie, a włosy miał koloru blond, Mattias był ciemnym szatynem, a jego oczy były niebieskie. Liv ożywiona kręciła się dookoła żółtookiej dziewczynki, a jej fiołkowe tęczówki wydawały się świdrować ją przy okazji robiąc tak zwaną dziurę w brzuchu.
- Co to za drzwi za tobą? - zapytał szatyn.
Pierwszy raz się odezwał. Jego głos wydawał się teraz trochę słodki, ale to pewnie przez wiek.
- Szklarnia - Odpowiedziała machinalnie.
- Możemy wejść? - tym razem odezwała się szatynka.
Schyliła się w stronę Sol i spojrzała na nią przenikliwiej. Dziewczynka się zawstydziła, ale spojrzała jej hardo w oczy. Nie była pewna czy mogłaby kogoś tu wpuścić.
- Może, kiedyś, ale nie teraz...
 °°°°°°°
Nie wiem czy podobał się wam rozdział, ale mi się wydaje, że wyszedł całkiem w porządku.

12.08.2013

Witam, witam

Nie było mnie niedługo, ale niebawem wracam i... zaczynam pisać tego bloga od nowa!
Zmieniam wszystkie rozdziały od a do z. Wszystko, wszyściuteńko się zmieni oprócz nocnej i dziennej szkoły. Bohaterom dodam trochę innych charakterów. Może nawet coś zostawię w treści. Nie oczekujcie ode mnie zbyt wiele, ponieważ ja od was nie chcę niczego, więc do następnego rozdziału.
Pozdro.